"Na beczce prochu!" (06.10.2013, Warszawa) - relacja Dwalthrima

Tak się jakoś złożyło, iż znowu jako pierwszy zawitałem przed turniejem pod SDKowymi wrotami, aby pomóc w ogarnianiu przedturniejowego rozgardiaszu.

Oczekiwanie na wszystkich uczestników, zeszło zbierającemu się towarzystwu na pogawędkach z dawno niewidzianymi graczami oraz tymi całkiem "świeżymi" na scenie turniejowej. Muszę natomiast przyznać, iż całe zamieszanie przedturniejowe z rozstawianiem makiet i stołów oraz ich numeracją, itp. czynnościami, wychodzi nam coraz sprawniej. Jeśli zatem było jakieś opóźnienie, to minimalne.

Frekwencja, pomimo buńczucznych zapowiedzi na forum oraz poza nim, zapowiadała się iście rekordowo i nawet zaczynaliśmy powoli z Kpt.Hakiem kombinować, skąd zorganizować dodatkowe stoły i jak to ogarnąć logistycznie. Kombinacje te okazały się zbyteczne, gdyż jesienne przeziębienia oraz zdarzenia losowe zweryfikowały nam listę uczestników do czternastu osób. Dla mnie to był jeden z dziwniejszych jeśli nie najdziwniejszy turniej w całej mojej mordheimowej karierze,ale o tym za chwilę...

Grałem Najemnikami z Middenheim. W początkowej rozpisce miałem z komplet herosów, trzech wojaków oraz dwóch strzelców z blunderbusami. Z najemnych ostrzy miałem wsparcie w postaciach niziołka oraz krasnoludzkiego bombera - najemnika dedykowanego specjalnie na ten turniej. Razem dwanaście modeli z raitingiem 114.

alt

Scenariusz 1 - "Niebezpieczny ładunek"

W tym scenariuszu musieliśmy wynieść jak najwięcej skrzynek z bezcennym ładunkiem, których było na naszym stole ok. dziesięciu.

Pierwszym moim przeciwnikiem był "Zasadzka" z Marienburgiem, z którym w trakcie turniejów grywam już właściwie regularnie. Pomny ostatniego razu gdy graliśmy klasycznego "street fighta" i zostałem niemal całkowicie wystrzelany, zanim osiągnąłem moimi modelami połowę stołu, nawet się ucieszyłem, że tym razem zagramy ze sobą na samym początku turnieju. Zasadzka sprytnie rozmieścił swoich Marienburgersów, tak że modele uzbrojone w kusze oraz strzelcy z blunderami dawali osłonę załogantom wynoszącym skrzynki. W dodatku, w większości byli "pocampowani" i ukryci, w związku z czym nie miałem za bardzo do kogo strzelać i kogo szarżować.

alt

Zasadzce udało się wynieść wszystkie skrzynki, natomiast mi dwie wybuchły. Próbowałem jeszcze jakiś manewrów i podchodów lewym skrzydłem, ale usadziły mnie w miejscu celne strzały Roadwardena, które odstrzeliły dwóch moich zawodników. Jak się później okazało jednego na amen. W skrzynkach znalazłem handguna i dwa blunderbusy. Kasy starczyło mi na odkupienei straconego strzelca i opłacenie najemników. Bitwa przegrana, ale bez większych strat własnych.

 

Scenariusz 2 - "Do schronu!"

W drugim scenariuszu należało znaleźć zapomniane schrony i wprowadzić do nich 25% swojej bandy. Grałem ze Skavenblight i jej Ostlandem. Natalia znalazła swój schron już w pierwszej czy drugiej turze i zanim się obejrzałem miała w środku własciwa liczbę swoich załogantów. Drugi scenariusz, w którym ani nie powalczyłem, ani nie postrzelałem, no i przegrałem. Za to w eksploracji wypadło mi 666 i mogłem pozwolić sobie na dodatkowego najemnika za friko - zdecydowałem się na warlocka. Opłaciłem najemników i zakupiłem strzelca do znalezionego w pierwszym scenariuszu handguna.

alt

 

Scenariusz 3 - "Śmierć u stóp"

W tej rozgrywce graliśmy klasycznego skirmisha z małym urozmaiceniem pt. "pole minowe". Po każdym ruchu rzucało sie za każdy model i na 1 wchodził on na minę. Grałem z No Name'm, który miał Dwarf Treasure Huntersów w liczbie ok. 10 brodaczy.

Miałem zamiar wreszcie wziąć odwet za dwie poprzednie gry, coś postrzelać i powalczyć. No i udało się! W tej rozgrywce były i strzały z ognistych kul, kusz, łuków, dueling pistoli, blunderbusów, handgunów, jak i szaleńcze szarże oraz latające bomby rzucane przez inżynierów z obu stron. I mi, i No Name'owi w trakcie gry na minie wyleciało w powietrze po 1 modelu. Udało mi się wyciąć większość brodaczy, więc No Name zarządził odwrót taktyczny przy stanie 1/4 swojej bandy, aby zachować jakiekolwiek modele do przeprowadzenia eksploracji.

W końcu udało mi się zgarnąć jakieś punkty doświadczenia i zaliczyć wygraną. Z dwóch wojowników, których straciłem w trakcie gry, jeden niestety przywitał się z Morrem. W eksploracji trafiłem jeszcze na warsztat wytwórcy łuków, więc moi strzelcy z blunderbusami zostali dodatkowo uzbrojeni w łuki. Udało mi się także opłacić najemników.

alt

 

Scenariusz 4 - "Na beczce prochu"

Czwarty scenariusz polegał na przeszukiwaniu budynków, w trakcie których mogły się zdarzyć różne "niespodzianki" na miarę Mordheim. Grałem z Davem8, który na turniej przyjechał również z Middenheimem. Czekał nas zatem bratobójczy bój, o to kto jest bardziej w łaskach Ulryka i który kapitan jest w Mordheim większym motherfuckerem. :-D
Gra nie była łatwa, zawsze jakoś ciężej rzeza się swoich. W każdym razie było krwawo. Na lewym skrzydle moj mały oddział pozamiatał tracąc przy tym warlocka i jednego wojaka. Wszystko rozegrało się zatem na skrzydle prawym, na którym to spotkały się główne nasze siły. Halfas odstrzelił swojego kolegę po fachu, a kapitan, walcząc z dwoma przeciwnikami w jednej turze, dał radę sparować cios, aby w następnej turze pozbawić życia kapitana drużyny przeciwnej. Generalnie obaj rzucaliśmy już routa i Dave nie zdał go jako pierwszy. Do tego przeszukałem jeden budynek więcej, zatem wygrałem. Po bitwie nie było już tak różowo - straciłem definitywnie dwóch rozwiniętych championów oraz warlocka. Za to strzelec z handgunem awansował na bohatera. Kasy starczyło mi na opłacenie pozostałych dwóch najemników oraz odkupienie championa świeżaka.

 

Scenariusz 5 - "Całkowite zniszczenie"

W ostatnim scenariuszu trzeba było detonować budynki. Za przeciwnika miałem rozwiniętych Beastmanów, którym szefował WarbossKrzychu. Początkowo po stracie dwóch największych kozaków w bandzie w poprzedniej bitwie, trochę się obawiałem, że mój Middenheim zostanie przez stado zwierzoludzi wdeptany w ziemię. Obawy te okazały się bezpodstawne. Najemnicy radzili sobie zadziwiająco dobrze,a Ulryk zesłał na nich bitewny szał. Za to wysadzanie budynków nie wychodziło im kompletnie.

alt

W zbliżających się lewym skrzydłem zwierzoludzi wygarnąłem ze wszystkich strzelających modeli. Poszła salwa z blunderbusa, od której padł szef, zeszła rana minotaurowi i dwa inne modele zostały ogłuszone/znokautowane. Po salwie poleciała od strony wybuchowego inżyniera bomba odłamkowa, która zdjęła kolejną ranę minotaura i następnego zwierzoczłeka wysłała do piachu. Doszło do walki wręcz, w której udało mi się zdjąć ze stołu minotaura i jeszcze jednego beastmana. Walka trwała dalej...

Tymczasem na prawej flance halfling odstrzelił psa, a dwóch championów i strzelec wyeliminowali z gry centigora. Tuż przed końcem rozgrywki sytuacja wyglądała tak, że na lewym skrzydle zostały chyba ze trzy modele beastmanów w większości znokautowanych lub ogłuszonych, a na prawym mój strzelec z blunderem oraz bohater z handgunem właśnie wstali i juz mieli odpalać swoje sprzęty w dwa psy i szaman gdy Krzychu przypomniał mi o roucie. Fuck, to była pierwsza tura, w której przyszło mi rzucać no i oczywiście mi nie wyszło...  :P Zwycięstwo wymknęło mi się z rąk. Zamiast dożynek, była ucieczka i ostatecznie zająłem 10 miejsce.

alt

 

Suma summarum, wydaje mi się, że gdybym natrzaskał więcej exp-ów w dwóch pierwszych scenariuszach to miałbym bardziej rozwinięta bandę. Miałbym też pewnie więcej zk na nadprogramowe wydatki typu święta relikwia czy królicza łapka i  tym samym mógłbym uniknąć ucieczki w ostatniej bitwie. Tymczasem konkretniej banda zaczęła mi sie rozwijać dopiero po 3 bitwie, a w dwóch pierwszych  z mojej strony nie było ani konkretnych strzałów, ani żadnej walki, co dla mnie jest lekkim abstraktem i chyba taką sytuacją, która może sie zdarzyć tylko na turnieju. Za to kolejne trzy gry były pełne smaczków i obfitowały w niespodziewane zwroty akcji. Chociażby dla takich momentów warto brać udział w turniejach.


Kalsyfikacja końcowa oraz wyniki (Małe Punkty/Duże Punkty):
 
    1 .Zasadzka - 290/79
    2. Panda -261/74
    3. Domel - 235/64
    4. Skavenblight - 255/62
    5. WarbossKrzychu - 229/55
    6. Grichalk - 212/53
    7. Pan Ryba - 187/51
    8. Nahar - 185/51
    9. Mecenasik - 172/47
  10. Dwalthrim - 181/44
  11. Dave8 - 167/41
  12. Vercy - 139/39
  13. Staś - 130/32
  14. NoName - 34/8
 
Turniej zaliczam zdecydowanie do udanych, mało tego, stwierdzam, iż tego typu eventy od strony organizacyjnej wychodzą nam z każdym razem coraz lepiej. Pojawili się w końcu po pewnej przerwie gracze spoza Warszawy, co było pewnym nowum i bardzo nas ucieszyło.
W imieniu swoim oraz reszty załogi Dębowej Tarczy chciałbym podziękowac sponsorom za ufundownie nagród: sklepowi Galaktyka Gier, Micro Art Studio oraz Mini Monsters.
alt
Osobne podziękowania jak zwykle należą się Hakostwu za ogarnięcie większości kwestii organizacyjnych oraz czuwanie nad pzrebiegiem całj imprezy. Oczywiście tego typu event nie odbył by się bez udziału i wsparcia stałych bywalców SDQ i turniejów, którzy za każdym razem tworzą niezapomnianą, turniejową atmosfer. Dla was wszystkich krasnoludzkie ukłony i pozdrowienia. Mam nadzieję że spotkamy się jeszcze na niejednym turnieju.

Szukaj

Ogłoszenia

Spotkania klubowe:

 

Wtorki, od godz. 19:00.

Soboty, od godz. 9:00.

Niedziele, od godz. 11:00.

 

(prosimy o upewnienie się, czy zajęcia w danym terminie nie zostały odwołane)

  

Pokazy i nauka gry:

 

[aktualnie brak zaplanowanych]

 

Warsztaty makietowe:

 

[aktualnie brak zaplanowanych]

 

***

Tu się spotykamy:

 

Staromiejski Dom Kultury w Warszawie,

Sala "Klubowa", I. piętro.

 

***

KLUBOWY KALENDARZ!

Pinterest!

Pinterest

DT na Facebooku

Kto online

Naszą witrynę przegląda teraz 530 gości 

Logowanie