Kampania BTB - relacja z siódmej bitwy (07.01.2014)

W dniu 7 stycznia 2014 r. odbyła się siódma bitwa w klubowej kampanii Border Town Burning. Zdjęcia z potyczki znajdują się w klubowej galerii: http://debowatarcza.vot.pl/spotkania-klubowe/category/166-20140107-staromiejski-dom-kultury, natomiast poniżej przedstawiamy relacje uczestników, zamieszczone na forum Azylium.

Obecni gracze i rozgrywane scenariusze:

  • Kapitan Hak (Dwarf Treasure Hunters) vs Pan Ryba (Beastmen Raiders) - The Blockade
  • Skavenblight (Ogre Maneaters) vs Necroduckey (Orcs & Goblins) - Wyrdstone Hunt
  • Fantastory (The Undead) vs Bartek (Beastmen Raiders) - Lost Caravans
  • Warboss Krzychu (Battle Monks of Cathay) vs Telchar (Merchant Caravan) - Man Hunt

Kaczko Niezbyt Żywa, pamiętasz swój rating sprzed dzisiejszej bitwy? Bo coś mi się widzi, że mogę mieć underdogi, a to zawsze cieszy słabo awansujące ogry ;)

Jutro zdam szczegółową relację, ale powiem tyle - było grubo i działo się sporo. Mimo dwukrotnej przewagi orków ogry nie były wcale łatwym dla nich przeciwnikiem. No i włócznie - nemesis zielonego warbossa - w liczbie 1 spełniły swe zadanie ;) Bitwa bardzo krwawa, ale ukochane wyhodowane pokemony po obu stronach przetrwały. A kogo obchodzi pijany centaur albo gobliny ;) Choć centaur przynajmniej raz w tej kampanii coś zrobił - zdjął bossa. Kij, że przy tym zabił się sam na amen (blackblood). Ale zdjął!

(...)

No, to wczoraj dziewicze dupy ogrów doczekały się gangbangu (Tomek nie wrzucaj tego zdania w raporty na stronę :P ). Jak na tyle bitew od początku pierwsza przegrana to nie jest taka zła sprawa. Zwłaszcza, że wszyscy przeżyli, poza elfokoniem.

Zagraliśmy wyrdstone hunt. Jak dla mnie żaden problem, choć wiadomo, wolę w BtB scenariusze z BtB, ale dodatkowy wyrdstone to zawsze fajna sprawa. Wylosowaliśmy Northern Wastes, więc mieliśmy miły dodatek w postaci wiatrów magii i śnieżnej zawiei (znów widoczność na 10", super). Wiatry magii przysłużyły się bardziej Michałowi, bo u ogrów na razie magów nie ma. Niestety nie było miscastów :(

Orkowie mieli dwukrotną przewagę, zatem nie spodziewałam się zwycięstwa. Chciałam jedynie, by ogry spisały się godnie i tak było. Pijany centaur po raz pierwszy i ostatni w kampanii zrobił coś pamiętnego. Do ubicia bossa orków - pamiętajcie, dzieci - wystarczy zwykła włócznia, halabarda czy inna broń drzewcowa. Boss orków, choć dzielny i silny, jest wyjątkowo nieodporny na takie ciosy. Nie inaczej było tym razem po szarży centaura - wprawdzie boss próbował coś podziałać z lightning reflexes, ale nie udało mu się i centaur wpakował mu włócznię prosto w dupę. Krew z owej dupy niestety okazała się zbyt żrąca dla elfokonia i zabiła biedaka na miejscu, ale boss orków, po krytycznym trafieniu, również zszedł mimo lucky charmów, zbroi i uciachanych łap z królika. Warto jednak było poświęcić najbardziej bezwartościowego najemnika w kampanii, by zobaczyć targaną emocjami twarz Michała, kiedy rzucał na przeżycie bossa ;)

Ogry tym razem nie postrzelały sobie za dużo. Hunter trafił i zranił z kuszy, ale rzut obronny (kurna, -2 do save'a!) został zdany. Z kolei armata wystrzeliła gdzieś w dal, ponad śnieżne szczyty gór. Chwilę później jej właściciel musiał już zająć się walką, więc nie postrzelał więcej. Huntera biedaka skosił zbyt liczny przeciwnik.

Właściwie powinnam się wycofać już przy pierwszym rout teście, bo wtedy miałabym większą eksplorację i tę kostkę od huntera, który jeszcze leżał na polu bitwy, ale było zbyt zabawnie, by przerywać ;) Najbardziej zaszkodziły mi czary, bo w walce wręcz było raczej po równo szczęścia, pecha, trafień i pudeł. W sumie ta tura dłużej dała mi tyle, że zdjęłam trochę drobnicy, która potem okazała się martwa na amen. Chyba pół modelu zabrakło, by Michał routował, a wówczas mogło być różnie. Koniec końców jednak dobrze, że moi drugiego routa nie zdali - mieli eksplorację na przyzwoitym poziomie. Wszyscy przeżyli. Hunter jest odporny na strach, jakby już wcześniej nie był, a jeden z młodzików dostał +1 do expa (tak, wiem, +0,5, ale u niego to pół decydowało o awansie) za wyjątkowe szczęście w przeżywajkach. U Michała sporo stronników pomarło, u mnie tylko wspomniany elfokoń, którego nie żałuję specjalnie. Wynajmę sobie kogoś lepszego i tańszego w utrzymaniu.

Do zobaczenia za tydzień :)
Aha - czy ogry z szefem posiadającym umiejętność dog of war (może wynajmować najemników dostępnych dla Mercenaries) mogą wynająć Norse shamana? Nie upieram się, tak z ciekawości pytam, poza tym mam fajny pomysł na model :

Skavenblight

 

Siódmą bitwę rozegrałem z Wacławem "Panem Rybą" i jego bandą zwierzoludzi chaosu (żywiących się ludzkim mięsem - wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi ;) ) w scenariusz "The Blockade", w którym w dużym skrócie chodzi o to, że jedna banda - obrońca (w tym wypadku moje krasnoludy) bronią posterunku w wieży na środku pola bitwy i muszą dopilnować, by dojechał do niej szczęśliwie wóz z zaopatrzeniem.

Liczyłem na bitwę raczej prostą: po pierwsze, moje krasnoludy były bardziej doświadczone (niecałe 100 pkt ratingu więcej), po drugie, miałem dużo lepszą pozycję strategiczną (obronna wieża) i pluton strzelców, po trzecie, to do mnie miały dołączyć posiłki w postaci wozu i jego ochrony.

Przeliczyłem się.

Pierwsze, co pokrzyżowało mi plany to kapryśna pogoda - gęsta mgła i ograniczona widoczność (do ledwo 10"!). Strzelcy na szczycie wieży okazali się bezużyteczni i musiałem ich stamtąd w pośpiechu ściągać, by cokolwiek mogli zdziałać choćby w walce wręcz. A że wieża wysoka, a krasnoludy powolne, to chwilę to trwało. Misterny plan, by z wysokiej wieży ostrzelać zwierzoludzi i czekać na ich przybycie, spalił na panewce.

W efekcie nie niepokojeni ostrzałem zwierzoludzie bezkarnie podbiegli pod wieżę i - co gorsza - zaczęły się na nią dość skutecznie wspinać, by dostać się do moich wojowników. W tym momencie legł w gruzach mój drugi plan polegający na zablokowaniu wrogów w ciasnym przejściu, przy pomocy "zapuszkowanych" krasnoludów.

Sytuacja stawała się coraz bardziej niewesoła, gdy zaczęli padać kolejni członkowie mojej bandy. Widmo przegranej zamajaczyło mi przed oczami. Szala zwycięstwa przechyliła się na moją korzyść dopiero po kilku turach i stracie co najmniej kilku krasnoludów. Dopiero wtedy, powoli i stopniowo, pod moimi ciosami zaczęli padać kolejni przeciwnicy. Posiłki w postaci Cathayskich gwardzistów z wozem niewiele tu wniosły - po prawdzie nadjechały wyjątkowo późno i nawet nie miały specjalnie szans, by na dobre włączyć się do walki.

W ostatecznym rozrachunku na polu bitwy pozostał bodajże tylko jeden zwierzoczłek i grupa moich krasnoludów. Problem polegał na tym, że zwierzoczłek dość szybko uciekał, a obie bandy musiały już zdawać test rozbicia. Wszystko rozbijało się o to, kto pierwszy go nie zda...

Grungni jednak po raz kolejny okazał się łaskawy dla swoich brodaczy - ostatecznie to zwierzoludzie uciekły, pozostawiając krasnoludów, mocno styranych, ale zwycięskich, samych na polu bitwy.

Krótko podsumowując, była to chyba najbardziej krwawa bitwa w tej kampanii, a równocześnie - jak to z Panem Rybą bywa - również wyjątkowo sympatyczna :) .

Eksploracja trochę biedniejsza niż zwykle - głównie ze względu na bohaterów OOA, ale na szczęście bez większych strat w ludziach (a raczej: krasnoludach).

Na koniec tekst wieczoru autorstwa Pana Ryby po zakończeniu bitwy: "Polecam narkotyki" ;) . Ja nie skorzystam, ale moje krasnoludy pewnie tak ;) .

Kapitan Hak
Joomla SEO powered by JoomSEF