Kampania BTB - relacja z drugiej bitwy (19.11.2013)

W dniu wczorajszym odbyła się druga bitwa w klubowej kampanii Border Town Burning. Zdjęcia z potyczki znajdują się w klubowej galerii: http://debowatarcza.vot.pl/spotkania-klubowe/category/155-20131119-staromiejski-dom-kultury, natomiast poniżej przedstawiamy relacje uczestników, zamieszczone na forum Azylium.

Obecni gracze i rozgrywane scenariusze:

  • Staś (Black Dwarfs) vs Vercy (Merchant Caravan) - Blockade
  • Warboss Krzychu (Battle Monks of Cathay) vs Kapitan Hak (Dwarf Treasure Hunters) - Avalanche
  • Pan Ryba (Beastmen Raiders) vs Skavenblight (Ogre Maneaters) - Blockade
  • Telchar (Merchant Caravan) vs Fantastory (Undead) vs Bartek (Beastmen Raiders) vs Catachanfrog (Witch Hunters) - Last Orders
  • M.T. (Marauders of Chaos) vs Necroduckey (Orcs & Goblins) - Tainted Copse

Ok zmieniając temat, cieszę się że Vercy mnie wybrał bo bardzo miło nam się grało, nie miałem co prawda żadnych szans od samego poczatku a dokładnie od momentu kiedy wyrzuciłem pogodę mrzawkę. Rzut wprost zaprojektowany dla Dwarfów i CD. Próbowałem dojść ale nie było mi to dane straciłem sorcerera i gaolera, w rzutach na przeżywajki miałem i szczęście i pecha, szczęście bo sorcerer starł się z wojownikiem chaosu, wygrał i teraz ma "mutancje" czarnej krwi.
Niestety drugi rzut nie był tak szczęśliwy bo gaoler zmarł na amen. Cóż moim celem w tej kampani jest jak najsilniejszy dowódca więc w sumie jestem na dobrej drodze.

Staś

 

Cieszę się, że udało się dzisiaj spotkać w miłym, licznym i bezkonfliktowym gronie. 12 osób to chyba sporo nawet jak na nasze standardy - prawie jak turniej.

Graliśmy z Wacławem Blockade, pierwszy raz w życiu - jakoś zawsze pomijaliśmy ten scenariusz w poprzedniej kampanii. Teraz był klimat, bo ogry służące Cesarzowi broniły wieży przed strasznymi bestiami Chaosu. Nie miałam problemu, by wystawić w wieży całą bandę. Po poprzedniej bitwie dokupiłam młodzika i broń dla każdego. Na piętrze wieży stali młodzicy, czekając w drugiej linii na dobijanie, a na dole koksy, tj. halfgrown, szef i hunter (ten ostatni po prawdzie po raz kolejny okazał się totalną... waginą, no ale staty ma niby dobre).

Pogoda była kiepska, lało jak z cebra (pora monsunowa nadeszła), ale nikt nie miał ognia, nikt nie ganiał po wzgórzach ani nie było rzek i bagien, więc w gruncie rzeczy nic nam to nie zrobiło. Za to zrobiły nam RH, na które rzucaliśmy cały czas, nawet po tym jak jedno wypadło. Najpierw 61 - wcina jeden budynek ze stołu... Wacław mógłby wygrać, gdyby wcięło wieżę z całą moją bandą. Drugie - chyba 34 - Bog Octopus. Z woli Wacława uznaliśmy studnie za źródła wody i niestety macki pochwyciły psa Chaosu. Jako ostatnie... mój halfgrown znalazł klejnot, na szczęście opanował pokusę posiadania i oddał go wodzowi, inaczej scysje mogłyby doprowadzić do zwolnienia w trybie natychmiastowym.

W samej walce, jak w życiu - raz lepiej, raz gorzej, u każdego. Na pewno pechem Wacława było niezdawanie strachu, który połowa mojej bandy jednak wzbudza. Centigor zdjął mi huntera, a sam uparcie zdawał rzuty obronne. Nie ma bata, muszę się obkupić w zbroje, opłaca się jak cholera.

Wielkim moim fartem było wyrzucenie karawany za pierwszym rzutem (od razu 6). Nic w walce nie pomogła, ale dojechała, co daje mi dużego plusa. Zresztą beastmeni skoncentrowali się na biciu ogrów, więc nawet nie przeszkadzali karawanie.

Ostatecznie zeszła jakaś połowa beastmenów i mój hunter, kiedy Wacław nie zdał routa, więc udało się ku chwale Cesarza obronić wieżę przed podłymi bestiami. Żadna bestyja nie zeszła na amen, więc niestety Cesarz jeszcze nie kocha ogrów tak, jak powinien (a powinien bardzo).

Bez strat, eksploracja po obu stronach była, więc chyba wszyscy zadowoleni. Ja na pewno, bo z Wacławem zawsze miło zagrać. Do zobaczenia za tydzień.

Skavenblight

 

Z mojej perspektywy bitwa była krótka. W drugiej turze, witch hunterzy stwierdzili, że wychodzą z lokalu (w sumie nie wiem co tam robili bo są abstynentami) w którym piją beastmeni, undedzi i kupcy, zwłaszcza, że ogrowy ochroniarz stwierdził, że czas spuścić wpie... klientom. 3 kostki do eksploracji + 1 xp dla 3 bohaterów i flagellanta jest a-ok i jeden campaign point. Alkohol jest zły.

Catachanfrog

 

Kupcy swoją drogę na Wschód bo bogactwo zaczęli od pijatyki i burdy w karczmie (dobrze to rokuje na przyszłość :P). Do walki stanęli kupiec, jego przydupas, knight, strzelec i tilean, więc dość smętnie. Na szczęście większość wystartowała na tym samym piętrze.

łowcy dość szybko opuścili lokal a walce ze zweirzoludźmi wydatnie pomógł ogr ochroniarz. Na koniec zostali tylko nieumarli, ale i tu jakoś się udało.

O dziwo największym klepaczem z całej ekipy okazał się największy cienias czyli przydupas kupca. Nogą od stołu powalił 3 typów. Załapał 2 rozwoje i mam nadzieje od następnej gry będzie biegał z garłaczem.

Zasady jak to zwykle w przypadku BtB sprawiły sporo problemów interpretacyjnych, ale koniec końców ogr wszystkich klepał po równo.

Telchar

 

Nawiązując do posta Natalii.

Gra była bardzo sympatyczna, tylko od tak dawno nie grałem, że aż Koziołki dały się pokroić w plasterki.

Najlepsza sytuacja z bitwy to gigantyczna macka która złapała psa i wciągnęła do studni. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem : ) I oby nigdy więcej.

Wielkie dzięki za miłą atmosferę i emocjonująca grę!

Pan Ryba

 

Na wstępie podziękowania dla współgraczy za poważne potraktowanie kwestii naszego wcześniejszego wyjścia, sprawne rozłożenie makiet (tu podziękowania dla Stasia!) i równie energiczne rozpoczęcie gry. Wszystko poszło gładko i przyjemnie, co robi wrażenie tym bardziej, że frekwencyjnie pobiliśmy kolejny rekord spotkań wtorkowych - grało aż dwanaście osób! Po raz kolejny przy tym okazało się, że zaplecze makietowe do BTB mamy już na tyle przyzwoite, by taka ilość osób mogła grać bez przeszkód na terenach pozamiejskich.

Przechodząc do sedna sprawy, czyli samej bitwy, jako gracz mający z uwagi na liczbę Campaign Pointów możliwość wyboru przeciwnika, wybrałem Warbossa Krzycha dowodzącego bandą Katajczyków - jednym słowem, bitwa typowo bratobójcza. W kwestii scenariusza też miałem wybór - padł on na scenariusz "Lawina" ("Avalanche"), czyli szybka piłka, wielce dynamiczna i niebezpieczna. Początkowe prognozy na zwycięstwo niewielkie, bo przeciwnik prawie dwa razy liczniejszy (rating ponad 50 pkt. wyższy), a do tego mroźny powiew ciągnący od nadciągającej masy śniegu na plecach, ale... moi brodacze po raz kolejny mogli liczyć na błogosławieństwo Grungniego! Gdy już doszło do walki, w pierwszych dwóch rundach padło kilka trupów - głównie po stronie bojowych mnichów (u mnie padł tylko zabójca, ale jak się okazało po bitwie, nie znalazł swojej chwalebnej śmierci i wrócił w pełni zdrowia w szeregi bandy). Szale zwycięstwa zaczęły przechylać się na moją stronę, ale sytuacja i tak nie była za ciekawa: lawina była już bardzo blisko, a Katajczycy szykowali kontratak... nie zrealizowali go jednak, zapewne uznawszy, że lepiej nie pchać się do walki na drodze lawiny... i dali nogę, co mnie de facto uratowało przed zdziesiątkowaniem.

Podsumowując, kolejna wielce udana bitwa w kampanii, po której wszystkie moje krasnoludy miały awanse, a krótkobrody wręcz awansował na bohatera. Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy.

Kapitan Hak
Joomla SEO powered by JoomSEF