Narracyjna kampania Mordheim w SDK (2014 r.) - historia #7

"Zadanie miało być łatwe - dostać się do doków, gdzie ludziki zacumowały łódź. Wejść na łódź, wytępić ludziki i zabrać jedzenie i broń. Szef Quissk był zadowolony ze swojego planu. O tak-tak, bardzo zadowolony. Ale okazało się, że był bardzo głupi! Mądry Gnash wiedział, że to się nie może dobrze skończyć. Ludziki czekały w zasadzce! I miały ze sobą bestie, wielkie bestie, zębate i szponiaste! Mądry i dzielny Gnash walczył dzielnie, ale wrogów było więcej. Chytry Gnash musiał udawać nieżywego. I udałoby mu się, gdyby nie te parszywce z sieciami! Złapały Gnasha i nie wiadomo, co z nim teraz będzie!
Jak Gnashowi uda się uciec, będzie czekał na okazję, o tak-tak - zaczeka na dobrą okazję! Przegryzie gardło głupiego Quisska i zajmie jego miejsce. O tak-tak, dzielny Gnash będzie Wielkim Szefem. Ale jak stad uciec? Jak uciec..."

Szczurze rozmyślania więźnia przerwały głosy. Wielki mężczyzna odwiązał linę od metalowego kółka przymocowanego do ściany i szarpnął. Szczuroczłek przewrócił się na klepisko jamy. Piszczał coś, ale ludzie nie zwracali na to uwagi. I tak nie zrozumieliby szczurzego języka - ludzkie ucho nie było zdolne do usłyszenia połowy dźwięków i akcentów, niezwykle istotnych w skaveńskiej mowie. A gdyby nawet zrozumieli, nie obchodziłyby ich narzekania i błagania o łaskę, które wydobywały się ze szczurzego gardła.

Gnash został brutalnie zaciągnięty i rzucony na małą okrągłą arenę. Znajdowała się w jakimś dużym pomieszczeniu pod ziemią, czarnoszczur instynktownie wyczuwał głębokość - jakieś piętnaście ogonów od powierzchni.

Na niskie, drewniane ogrodzenie areny zewsząd napierali ludzie, wrzeszczący coś i szczerzący te swoje małe ząbki i wydający z siebie odgłosy podobne do szczekania psów. Wyściełający arenę piasek był miejscami bury od krwi, która wsiąkała w niego w czasie niezliczonych walk, jakie się tu odbywały. Smród ludzkiego potu i ekskrementów mieszał się ze słodkawym zapachem krwi.

Jeden z ludzi rzucił pod nogi Gnasha drewnianą pałkę i sztylet - te same, którymi walczył na powierzchni! Szczuroczłek doskoczył do broni. Uzbrojony przyjął postawę bojową i czekał. Wiedział już, że będzie musiał walczyć. Nogi trzęsły mu się ze strachu, po nodze ciekła strużka gorącego moczu. Ale instynkt nakazywał mu zrobić wszystko, żeby przetrwać. Trzymać twardo broń i walczyć, walczyć do końca.

Kiedy na arenę wszedł tamten człowiek, Gnash odskoczył jak najdalej od niego. Przeciwnik był przerażający. Dziwaczny hełm z kolcem na czole, wielki miecz, kolczaste metalowe rękawice, łuskowa zbroja nosząca liczne ślady uderzeń i poplamiona zaschniętą krwią. To nie był zwykły "ludzik", z jakimi Gnash wielokrotnie się już mierzył. To był potwór!

Spod hełmu wydobył się wściekły ryk i gladiator skoczył na szczuroczłeka, wyprowadzając zamaszysty, bijący na ukos z góry cios mieczem.

Ale Gnash nie był pierwszym lepszym klanbratem. Jego szybkość była obiektem zazdrości jego pobratymców, a dla ludzi musiała być wręcz nieprawdopodobna.

Szczuroczłek czmychnął pod ramieniem człowieka i sam wyprowadził cios pałką, mierząc w nerki gladiatora. Niestety, pałka odbiła się od blaszanej płyty osłaniającej plecy człowieka, nie robiąc mu żadnej szkody. A potem było już bardzo źle. Na nieszczęsnego Gnasha spadła lawina ciosów, których ten z coraz większym trudem unikał.

Aż w końcu cios stalowej rękawicy dosięgnął głowy szczuroczłeka. Gnash padł oszołomiony, a jego przeciwnik w ułamku sekundy przygwoździł go swoim ciężarem, blokując nogami łapy a dłonią w rękawicy chwytając za szczurzą szyję. Gnash wyszczerzył siekacze, próbując jeszcze gryźć, ale nie miał szans. Gladiator uniósł wyszczerbiony, krzywy miecz. Odsłonił zęby w krzywym, tryumfalnym uśmiechu i rozejrzał się wokół.

Widzowie byli w amoku. Wrzask wypełnił pomieszczenie, tu i ówdzie słychać było brzęk monet zmieniających właściciela. Mało kto postawił na nieszczęsnego szczura. Zjadacz Oczu nie trafił dotąd na przeciwnika, któremu udałoby się go poważnie zranić. Jednak nie walczył jeszcze z nikim, kto miałby ogon...

Gnash czuł, że jego koniec jest bliski. Stalowa dłoń na jego szyi zaciskała się coraz mocniej, odbierając mu oddech. Ale instynkt, instynkt przetrwania kazał mu wierzgać, wierzgać ile tylko jeszcze starczy sił, wierzgać nogami i zamiatać ogonem. Ogonem, którym nagle wyczuł coś - coś wystającego z piasku, coś, na czym zawinął chwytny koniec, co wyszarpał i czym rozpaczliwie, zbierając całą resztkę sił uderzył! wbijając się, wwiercając się jak najgłębiej.

Początkowo nie było wiadomo, co się właściwie stało. Gladiator z jakiegoś powodu nazywany "Zjadaczem Oczu" zastygł nagle w bezruchu, wypuścił z uniesionej ręki miecz, a spod rogatego hełmu wydobyło się zwierzęce wycie. Wycie, w którym słychać było niewyobrażalny ból.

Ucisk na gardle szczuroczłeka ustąpił, co ten natychmiast wykorzystał, wbijając zęby głęboko w przedramię człowieka. Trysnęła krew, ale człowiek zdawał się nie zwracać już na tę paskudną ranę uwagi. Zerwał się na nogi, ale ustał tylko krótką chwilę. Na tyle krótką, żeby tłum otaczający arenę zobaczył strumień krwi cieknący gladiatorowi po udach.

Kiedy po dwóch lub trzech szybkich oddechach kończonych bolesnym skowytem padł na kolana, Gnash doskoczył do niego i bił i dźgał.
Bił i dźgał nie przerywając nawet, kiedy konwulsyjne drgawki ścierwa, które było kiedyś człowiekiem całkowicie ustały. Jego furię powstrzymała dopiero sieć, którą znów go obezwładniono. Po krótkiej szamotaninie musiał się poddać. I znów trafił do nory, w której przywiązali go liną do ściany.

Po jakimś czasie jakiś zakapturzony człowiek przyniósł mu jedzenie. Surowe mięso jakiegoś zwierzęcia. Gnash łapczywie pożarł mięso, nie zwracając uwagi na to, że człowiek coś do niego mówił. Mówił cicho i łagodnie, jakby chciał coś wytłumaczyć. Ale dla Gnasha liczył sie teraz tylko słodki smak świeżego mięsa. W jego żyłach znów zaczął krążyć Sssskirrrrk, szczurzy duch, nakazujący węszyć, szukać, gryźć, biegać, kopulować i knuć. Tak, Gnash znów czuł w sobie życie. I kiedy przełykał ostatnie kęsy, już wiedział, co musi zrobić. Musi przegryźć linę. Przegryźć linę.

Lina ustąpiła po wielu godzinach żucia, memłania i szarpania. Gnash stracił przy tym 3 zęby i obłamał jeden z siekaczy, na szczęście uszkodzenie nie doszło do zębiny, więc siekacz miał szansę odrosnąć. Dziąsła krwawiły obficie, ale lina była przegryziona. Niestety, na drodze do wolności była jeszcze jedna przeszkoda. Krótki korytarz skręcił w prawo i drogę szczuroczłeka przegrodziła stalowa, zamknięta na kłódkę krata. Tego już nawet ostre i mocne skaveńskie zęby nie miały najmniejszych szans pokonać. Szczuroczłekowi pozostało więc wrócić do jamy i czekać.

Człowiek, który przyniósł mu kolejna porcję jedzenia okazał się bardzo łatwy do zabicia. Gnash pożywił się jego świeżym, soczystym mięsem po czym odgryzł mu głowę, którą zawinął w szmatę oderwaną od ubrania nieszczęśnika i przywiązał sobie do pasa. "Przyda się, kiedy wróci do braci"

----

- "Mówię ci, Klaus, na tym szczurze zarobimy górę złota. Widziałeś, co zrobił ze Zjadaczem? Powiadam ci, podkarmimy go, wsadzimy w jakieś żelastwo i będzie srał koronami!"
- "Dobrze szef gada, aby tylko te smrody, te łowce się nie wywiedziały, bo kłopoty bedom"
- "Nikt się nie wygada, mówię ci Klaus. Chciałby kto życie podłożyć, albo na arenie skończyć? Srają ze strachu przede mną i przed Kudłatym, mówię ci. A spojrzyj tylko - dla zabawy postawiłem na tego szczura pięć koron i co? Dziesięć do jednego i patrzaj - a to tylko jedna walka była! Kudłaty pianę toczył, jak mi wypłacał. Nie dość, że stracił Zjadacza, to jeszcze tyle złota. Mówię ci, Klaus, w końcu to my będziemy górą."

Czający się w ciemnym kącie Gnash nie rozumiał ani słowa z rozmowy. Ale wiedział, że oto przed nim otworzyła się szansa. Nie tylko wrócić do swoich, ale jeszcze wrócić z pękatym mieszkiem pełnym żółtego metalu. Co prawda to nie to samo, co spaczkamień, ale Gnash znał pewnego brata...

Człowiek okazał się ślepy i głuchy. Nie dostrzegł ani nie usłyszał niczego, kiedy chował sakiewkę w skrytce we wnęce korytarza. Kiedy pogwizdując odchodził zadowolony, Gnash z łatwością rozpoznał obluzowany kamień, wciąż jeszcze śmierdzący od dotyku człowieka.

Świtało już, kiedy czarnoszczur Gnash wrócił do swoich jako bohater.

Szukaj

Ogłoszenia

Spotkania klubowe:

 

Wtorki, od godz. 19:00.

Soboty, od godz. 9:00.

Niedziele, od godz. 11:00.

 

(prosimy o upewnienie się, czy zajęcia w danym terminie nie zostały odwołane)

  

Pokazy i nauka gry:

 

[aktualnie brak zaplanowanych]

 

Warsztaty makietowe:

 

[aktualnie brak zaplanowanych]

 

***

Tu się spotykamy:

 

Staromiejski Dom Kultury w Warszawie,

Sala "Klubowa", I. piętro.

 

***

KLUBOWY KALENDARZ!

Pinterest!

Pinterest

DT na Facebooku

Kto online

Naszą witrynę przegląda teraz 75 gości 

Logowanie