Narracyjna kampania Mordheim w SDK (2014 r.) - historia #4

Nein, nein, nein, nein, nein!!! - Aldorf Hycler darł się na cale gardło waląc pięścią w rozklekotany stół aż podskakiwały stojące na nim cynowe kubki. Zgromadzeni w pokoju łowcy czarownic zdażyli już przyzwyczaic się do niekontrolowanych napadow furii swojego przywodcy. Były one rownie długotrwałe co gwałtowne. Nawet Blondi, ulubiony pies bojowy Hyclera, nie zwracal uwagi na wrzaski i teatralna wręcz gestykulacje swojego pana, grzejąc sie w cieple ognia plonacego w palenisku.
- Nie pozwole, zeby ktokolwiek pokrzyzowal nasze plany! Szegolnie inni łowcy. Albo sie do nas przyłacza albo spłoną na stosie razem z cala reszta tego heretyckiego scierwa! Najwazniejsza jest nasza misja. Bądźcie bez litości! Bądźcie brutalni! Racja jest po stronie silniejszego. Trzeba postępować z maksymalną surowością! - opadł na krzesło zmeczony swoja tyradą z purpurową z wysiłku twarzą. Otworzył szeroko usta aby zaczerpnac powietrza i wypluć z siebie kolejny potok słow.

- Aldorfie, - Gruby Hermann doskonale wykorzytsał ten moment aby przerwać jego wrzaski. Mógł sobie na to pozwolic jako jedyny ze zgromadzonych na naradzie łowcow. Znali sie od lat, jego pozycja wzrosla szczegolnie po tym jak zaslonil Altdorfa przed wystrzeloną przez heretyka kula. Hermann cudem przeżył, jednak pocisku nie udlao sie wyjac i rana nie dawała o sobie zapomniec odzywajac sie palcym bolem, ktory zaczal usmiezac Purpurowym Cieniem i alkoholem. Aldorf doskonale o tym wiedzial, jednak przymykal oko, po czesci z wdziecznosci, po czesci ze swiadomosci, iz sam nie jest pozbawiony rożnych slabosci.

- Zapewniam, mamy z Heinrihem wszystko pod kontrola. Prawda Heini?

Pytanie skierowane bylo do chudego łowcy, ktory wygladal bardziej na skrybe niz wojownika - calkowite przeciwenstwo Hermanna. Niejeden przeciwnik przypłacil taką błędna ocene zyciem. Heinrich byl bardzo ambitny, bezwzgledny, kochal intrygi i zadawanie bolu. Hermann wiedzial, gdyby Aldorfowi przydazyl sie jakis nieszczesliwy wypadek, bylby to jego glowny konkurent do objecia przywodztwa nad grupa. Ostani z obecnych, Wilhelm, z racji swojego niezbyt lotnego umyslu i sluzalczosci wobec Aldorfa, nazywany przez innych za plecami "Lokajem", byl za malo ambitny na włączenie sie w taka rozgrywke.

- Absolutnie, nie zaniedbalismy niczego - Heinrich nie dal po sobie poznac, jak bardzo nie lubi kiedy ta gruba, napedzana wódką i narkotykami swinia nazywa sie go Heinim. Nawet matka tak do niego nie mowila. Jeszcze sie kiedys policzymy - pomyslal. Nie teraz, grubasie, bedziesz mi jeszcze potrzebny.

- Innymi łowcami nie przejmowalbym sie zbytnio- kontynuowal, odpedzajac slodka mysl o zemscie - To my wiemy gdzie i czego szukać. Tamci nie maja pojecia o naszych planach. Pojawili sie w okolicy bo wszyscy odszczepiency tu ciagna, ludzac sie mozliwoscia znalezienia schronienia przed gniewem slug Sigmara i oczyszczajacym ogniem naszych stosow. Okolice mamy dobrze rozpoznana. Nie wiemy tylko co czeka nas w samym miescie. Jesli natrafimy na duzy opor mozemy sie z nimi sprzymierzyc i wykorzytac do naszych celow. Potem beda mogli odejsc. Gdyby zaczeli cos podejrzewac trzeba bedzie zrobic im noc dlugich nozy.

- Nasi ludzie znalezli slady skavenow w okolicy- odezwal sie Wilhelm. Te scierwojady nie wylaza ze swoich smierdzacych nor na powierzchnie bez powodu. Moga narobic nam klopotow. Nie zapominajmy też o heretyczkach. Maja swoja siedzibe w miescie, napewno zechca pokrzyżowac nasze plany. Trzeba kiedys wreszcie wypalic ten wrzod! - jego oczy na moment rozblysly fantycznym zapalem - Pomoc naszych współbraci moze okazac sie niezbedna.

- Kiedy nasza misja powiedzie się - Aldorf ozywil sie po chwili ciszy, bedziemymy mieli mozliwosci aby ostatecznie rozwiazac tę palącą kwestie. Nie ma na swiecie miejsca dla tych czczacych demony lafirynd! Zrobimy z nimi porzadek - jego glos w podnieceniu zaczynal przybierac coraz wyzsze tony. Wydawalo sie, ze zgromadzonych czeka wysluchanie kolejnej przemowy. Uratowalo ich walenie do drzwi. Nie czekajac na zaproszenie do srodka pewnym krokiem wszedl poteznie zbudowany mezczyzna z ogolona na lyso glowa. Jego szata, bron, sposób w jaki sie poruszal nie pozostawiala zludzen co do tego kim jest. Gdyby ktos takowe zludzenia mial wytauowane na potylicy "Sigmar mit uns" rozwiewalo je ostatecznie. Przynajmniej umiejacym czytac.

- Wybaczcie spoznienie bracia, bylem pograzony w modlitwie - przemowil tubalnym głosem Sigmaryta.

- Bracie Hess - wszyscy zebrani skienli glowami, Hermann,Hainrich i Wilhelm nawet mocniej niz bylo zyczajowo przyjete. Najprawdopodobniej nie tylko z prawdziwego szacunku dla nowoprzybyłego, ale rowniez w podziece za uratownie przed wysluchaniem kolejnego "kazania" Aldorfa.

- Luthorze, omowilismy już plan naszego dzialania. - Hycler, ku wyraznej uldze łowcow zgubił wątek dotyczacy ostecznych rozwiazan palących kwestii - Zapoznamy cie z nimi w drodze. Wiedz, ze płomien naszej wiary jest rownie mocny jak twoj ale liczymy na wstawienicto u naszego Pana. Bedzie nam potrzebne tam dokad sie udajemy. Jednoczy nas wiara, wspolny cel i wrog. Teraz nie tracmy juz czasu. Pora zebrac ludzi i rozpoczac oczyszcznie tego padolu z zalegającego w nim plugastwa.

- Kocham zapach płonącego stosu o poranku - powiedzial Hermann. Wszyscy pokiwali w zadumie glowami. Widzieli juz oczami wyobrazni smazacych sie na wolnym ogniu wznawcow Chaosu. Heinrich cieszyl sie najbardziej.

Szukaj

Ogłoszenia

Spotkania klubowe:

 

Wtorki, od godz. 19:00.

Soboty, od godz. 9:00.

Niedziele, od godz. 11:00.

 

(prosimy o upewnienie się, czy zajęcia w danym terminie nie zostały odwołane)

  

Pokazy i nauka gry:

 

[aktualnie brak zaplanowanych]

 

Warsztaty makietowe:

 

[aktualnie brak zaplanowanych]

 

***

Tu się spotykamy:

 

Staromiejski Dom Kultury w Warszawie,

Sala "Klubowa", I. piętro.

 

***

KLUBOWY KALENDARZ!

Pinterest!

Pinterest

DT na Facebooku

Kto online

Naszą witrynę przegląda teraz 101 gości 

Logowanie