Narracyjna kampania Mordheim w SDK (2014 r.) - historia #14

Szary Prorok okazał się rozsądny. Szef Quissk dostał szansę udowodnienia, że wciąż zasługuje na swoją pozycję.
Zadanie tym razem było naprawdę proste - zdobyć kilku ludzkich niewolników dla Proroka.

Młodziki dobrze się spisały. Dobrze, że są mi wierne, że nie trzymają z tym zdrajcą Gnashem... Wywęszyły smród ludzików obok tamtej starej nory, gdzie bezwłose i bezogoniaste szczuropodobne istoty spotykały się przed Katastrofą żeby jeść swoje dziwaczne jedzenie i pić to paskudne, gorzkie i śmierdzące Coś-Z-Beczki.

Świeży smród śladów i jeszcze parujące odchody, jak zwykle pozostawione w kilku trudno dostępnych miejscach wokół jednej z tych ich żałosnych ruin. Tak-tak. Przedziwny, trudny do pojęcia zwyczaj, temat licznych żartów wśród Braci, naturalnie znakujących odchodami miejsca najbardziej eksponowane. O tak-tak, strasznie głupie, śmieszne, ale czasem też przydatne ludziki! Do jedzenia, do pracy w błotnych dziurach. Trzeba schwytać kilku, jak rozkazał Prorok. O tak-tak. Schwytać.

----*----

Szef Quissk wyjątkowo energicznie wydawał polecenia. Mimo fizycznej nieobecności Proroka czuł się obserwowany, czuł, że Rogaty Syn Boga Szczura w jakiś tajemniczy, magiczny sposób ma na niego baczenie. Wiedział, że kolejne niepowodzenie może go kosztować nie tylko pozycję w stadzie, ale też jego marne, szczurze życie. Dlatego działał z takim samym zapałem, jak kiedyś, kiedy był znacznie młodszy, zaraz po tym, jak sprytnie otruł swojego poprzednika... Kiedy jeszcze tak wiele młodych samic...

Całkiem niedawno nażarta i znów pełna energii banda była gotowa do następnej akcji. Quissk z zadowoleniem ocenił stojąca przed nim burą masę mięśni, zębów i pazurów, połyskującą tu i tam świeżo naostrzonymi włóczniami i mieczami, zbrojną w ciężkie, drewniane pały nabijane metalowymi kolcami. Młody adept Pissk zajął miejsce zabitego Kritta. Obok niego warowały dwa ogromne, zmutowane szczury. Pissk znał tajemnicę przyzywania tych bestii z Podświata, z Domeny Wielkiego Rogatego Pana. Przydatna umiejętność. Quissk wiedział, że i przy nim musi być ostrożny. Pojawił się kolejny pretendent do zajęcia miejsca na Wysokim Krześle Szefa. Oprócz przeklętego Gnasha. Coś trzeba z nim w końcu zrobić...

-*-

Śmieciarze zwykle stanowili łatwą zdobycz. Słabo uzbrojeni, tchórzliwi, umykający w popłochu na widok nawet najmarniejszego z Braci. "To będzie szybka akcja." - pomyślał Quissk, wydając starannie przemyślane rozkazy.

Gnash warknął z cicha, kiedy usłyszał, że w towarzystwie zaledwie trzech Braci i jednego Mądrego Szczura ma podkraść się i zaatakować ludziki z lewej flanki. Wykonał jednak rozkaz, mając wciąż w pamięci groźbę Szarego Proroka. Kilka szarych cieni pomknęło wzdłuż ścian zrujnowanej świątyni.

Reszta oddziału prowadzona przez Szefa Quisska wbiegła do starej gospody. Żaden nie zwrócił uwagi na szyld wciąż wiszący nad drzwiami, przedstawiający, nomen-omen, dość nieudolnie namalowanego szczura. Szczur tańczył na tylnych łapach, w przednich trzymając beczułkę, z której wylewało się coś, co w zamyśle "artysty" miało być piwem. Jednak z uwagi na bogatą paletę barw bywalcy "Szczura" przywykli nazywać to rzygami - co oczywiście złościło karczmarza, jednak po prawdzie nie na tyle, żeby sięgnął do sakiewki po kilkanaście szylingów na nowy szyld. Szczur tańczył tak więc już od lat z beczką z wylewającymi się rzygami, będąc teraz niemym świadkiem niezwykłego spektaklu.

Skaveni zwinnie i niemal bezszelestnie biegli pomiędzy stołami i po stołach, na których nadal leżały talerze, stały drewniane i gliniane kufle i półmiski. Tuż po Uderzeniu ludzie opuścili to miejsce w popłochu. Resztki po niedokończonej wieczerzy przypadły w udziale Małym Braciom, psom wałęsającym się w ruinach i wielkim karaluchom, które teraz pierzchały spod nóg biegnących skavenów, klnąc na czym karaluszy świat stoi i wzywając swoich karaluszych, wąsatych bogów.

----*----

"Słyszałeś to, Gunnar?" - Eckhart Knut, o słuchu niemal tak dobrym, jak słuch jego podopiecznych poderwał się na równe nogi. Psy warujące nieopodal od pewnego czasu czasu strzygły uszami i powarkiwały. - "Znów coś stuknęło!"

Gunnar podniósł wzrok znad zwoju, który akurat studiował. Był to niezwykle rzadki traktat o spaczeniu i jego naturze, autorstwa nieżyjącego już profesora Wilfrieda Von Nicke. Oryginalny tytuł opracowania, mający wprowadzać w błąd współczesnych profesorowi łowców czarownic brzmiał "In sapientiam, in petra", jednak Gunnar czytał nowoczesny odpis, z tytułem zmienionym na właściwy, zaszyfrowany w pierwszych literach kolejnych linii tekstu - Lapidem malum.

"Nic nie słyszałem." - skwitował, poprawiając krasnoludzki monokl i ponownie zagłębiając się w lekturę.

Przy ogniu nie wiadomo skąd pojawił się Theodosius. Gestem nakazał ciszę i bez słowa zagasił butami płomień. Gunnar popatrzył na niego z wyrzutem.

"Kapitanie..."

"Szszsz." - dowódca uciszył próbującego coś powiedzieć łowcę - "Ktoś się zbliża od strony gospody."

Rozkazy wydane za pomocą kilku fachowych gestów zostały natychmiast bezbłędnie zinterpretowane. Na długo, zanim pierwszy zgarbiony cień pojawił się w uliczce między gospodą a ruinami świątyni, Łowcy byli gotowi.

Wargi Barthelma poruszały się w bezgłośnej modlitwie.

Sigmarze, chroń nas. Sigmarze, dodaj nam sił w walce. Święty Ojcze, niech krew naszych wrogów uraduje twoje serce, niech twój gniew prowadzi ramię moje i moich towarzyszy.

Szept dowódcy był ledwo słyszalny. "Spuść psy, Eckhart".

----*----

Szczekanie dochodzące z kierunku, w którym wysłał Gnasha ucieszyły Szefa Quisska. Nienawidził psów, ale jeszcze bardziej nienawidził Gnasha. Jednocześnie zdziwił się, bo nie dobiegło go cienkie ujadanie kundli, zwykle towarzyszących śmieciarzom, ale podnoszące sierść na grzbiecie, basowe ujadanie bestii, takich samych, jakie Quissk widział ostatnio na własne oczy, podczas nieudanej przeprawy przez zrujnowaną ulicę.

I dobrze. Niech rozszarpią tego obszczyogona. Oblizał się na wyobrażenie rywala rozszarpywanego przez potężne, krótkowłose, podobne nieco do małych krów psy ludzi-w-dziwnych-czepkach.

Kiedy przez okna gospody dostrzegł przebłyski pochodni, wiedział już, że ludziki nie dały się zaskoczyć. Zarządził zmianę taktyki. Ogonem wskazał okna w bocznej ścianie. Jednocześnie kilku braciom pozostającym w tyle nakazał zawrócić do drzwi karczmy. Pod pretekstem wsparcia dla grupy Gnasha mieli osłaniać grupę Szefa przed atakiem z tyłu.

Ludziki okazały się czujne i zdyscyplinowane. Nie dawały się wywabić ze swoich pozycji. Dopiero kamienie ciśnięte z kilku proc braci, którzy podeszli na bardzo ryzykowną odległość sprawiły, że niektóre ludziki wylazły z ukrycia, nie opuszczając jednak przezornie wylotu wąskiej uliczki między swoją kryjówką a północną ścianą miejsca-jedzenia.

----*----

Barthelm podejrzewał czary. Jakaś plugawa moc blokowała jego modlitwę i Pan nie odpowiadał. Bezskutecznie prosił o Ognisty Młot. Jedynie modlitwa o Uzdrowienie i Podniesienie została wysłuchana. Jeden z towarzyszy powstał i dziękując Sigmarowi uniósł dłoń z orężem, na znak, ze jest znów gotów do walki.

Tyle zapamiętał Barthelm Kaspar z Altdorfu, bitewny kapłan Sigmara, zanim jego świat ogarnęła ciemność.

----*----

Piski radości Braci Procarzy doszły do uszu Quisska, kiedy wdrapywał się na mur dzielący go od kryjówki ludzików. Jeden z ludzi, odziany w kolorowe szaty leżał bez przytomności u wylotu uliczki. Czterej Bracia Procarze trzymali w szachu resztę czających się w zaułku ludzików, miotając w ich stronę kamień za kamieniem. Quissk pokonał ostatnie ogony ściany, i praktycznie wskoczył na plecy nie spodziewającego się, stojącego na górze człowieka. Walka była krótka, kilka ciosów szponami wystarczyło, żeby człowiek padł na ziemię. Quissk doskoczył do następnego, który pojawił się zza wegła budynku. Za plecami usłyszał jęk dobijanego przez jednego z Młodzików rannego.

Niestety, nagle wokół Quisska zaroiło się od ludzi. Wyskoczyli ze swoich kryjówek i masą ruszyli na osamotnionego Przywódcę. Nie było wyjścia poza Ucieczką. Quissk jednak nie należał do takich, którzy uciekają bezmyślnie. Najbliższe mu zejście do Kanałów było tuż obok. Wiedział też, że w zaułku bronionym przez ludzi jest drugie zejście. Tuz obok miejsca, w którym upadł rażony kamieniem z procy człowiek w kolorowych szatach...

----*----

Barthelm Kaspar z Altdorfu obudził się nagi, spętany i bezbronny w jamie wypełnionej takim odorem, że jego obolałym ciałem targnęły gwałtowne wymioty. Przez dłuższą chwilę nie był w stanie robić nic poza opróżnianiem żołądka z bogatej zawartości, którą napełnił go kilka godzin wcześniej. Nieprawdopodobny ból głowy dopełniał godnego pożałowania stanu w jakim się znajdował.

Wokół rozlegały się piski. Dopiero po dłuższej chwili człowiek zaczął dostrzegać niewyraźne, ogoniaste kształty kłębiące się wokół niego. Przerażenie jakie go ogarnęło było paraliżujące.
"Panie, dlaczego? Dlaczego wtrąciłeś mnie do Piekła Chaosu? Przecież byłem ci wierny!"

Potwory kłębiące się wokół piszczały jak szczury. Jednak dało się w tych piskach odróżnić dźwięki do złudzenia przypominające ludzką mowę. Barthelm mógłby przysiąc, że stwory rozmawiają ze sobą. Powoli docierało do niego, że jeszcze nie umarł. Że trafił do niewoli skavenów, tych człekokształtnych szczurów, pomiotu chaosu, potomstwa z plugawego spółkowania czarownic i kanałowych szczurów.

Modlitwa! Tak, modlitwa! Teraz tylko jego Pan mógł go ocalić.

----*----

Szary Prorok był zadowolony. Jeniec okazał się kapłanem znienawidzonego, ludzkiego boga. Jego los został przypieczętowany. Pojedzie do Miasta Na Bagnach, gdzie Rada Trzynastu złoży go w krwawej ofierze na ołtarzu Jedynego Prawdziwego Boga, Rogatego Ojca Małych i Dużych Braci.

Jego wzrok spoczął na człowieku, kiedy zaczął mówić.

"Oto fałszywy prorok fałszywego boga pozbawionych sierści, żałosnych ludzików z powierzchni! Patrzcie, jak pokraczną i godną pogardy jest istotą, karykaturą prawdziwego życia, bez ogona, z mizernymi i tępymi siekaczami, istotą całą łysą od urodzenia zupełnie jak najsędziwsi z naszych braci! O tak-tak, po trzykroć tak! Czyż istnieje cokolwiek równie marnego?"

Rogaty skaven przyskoczył do spętanego człowieka i chwycił za powróz, zmuszając jeńca do przyjęcia klęczącej pozycji. Człowiek mamrotał coś, najpewniej modlitwę do swojego boga. Kiedy wzrok Szarego Proroka spotkał się z jego wzrokiem, skaven mimowolnie wzdrygnał się. W oczach człowieka dostrzegł bowiem siłę, której się nie spodziewał. Jeniec najwyraźniej nie bał się go, a niezbitym dowodem tego był fakt, że nie oddał pod siebie moczu. Jego nogi nie drżały tak, jak nogi innych, z którymi Prorok miał wcześniej do czynienia.

Szary Prorok wyjął z zakamarków swojej szaty jakiś przedmiot i rzucił go pod nogi jeńca. Była to Święta Księga Sigmara. Tomisko z głuchym pogłosem uderzyło o klepisko jamy, otwierając się na wizerunku Młotodzierżcy. Jeniec pochylił się próbując spętanymi rękami chwycić księgę, ale jeden z czarno umaszczonych skavenów szarpnał za linę przywiązaną do szyi człowieka tak mocno, że ten padł na plecy, z trudem łapiąc oddech. Lina wrzynała mu się głęboko w szyję, kalecząc gładko ogoloną skóre. Czarnoszczur trzymający powróz oblizał się łakomie widząc obnażone, miękkie gardło człowieka.

Szary prorok tymczasem kontynuował. Szponiastą łapą wskazywał leżącą księgę.

"Oto brednie ludzików o ich mizernym bogu! A ja was pytam - gdzie był ich bóg, kiedy jeden z naszych Braci powalił tego śmierdzącego strachem łysego dziwoląga? Czyż nie pokierował ręką naszego brata sam Wielki Rogaty Ojciec? Czyż nie pobłogosławił kamienia, który trafił tego ludzika prosto w jego żałosny, łysy łeb? Ha! Po trzykroć trzykrotne tak-tak! Zaprawdę, Nasz Ojciec i Pan o Ogonie oplatającym Świat, Nadświat i Podświat jest Największym i Jedynym Bogiem! Szcza na bogów ludzików z powierzchni i kopuluje z ich matkami! Patrzcie bracia i naśladujcie mnie!"

Skaven rozchylił szatę. Cuchnąca struga polała się prosto na otwartą księgę, wprost na wizerunek Sigmara Młotodzierżcy.

Kiedy kolejni bracia, w kolejności narzuconej przez hierarchię w stadzie podchodzili, żeby oddać mocz na świętą księgę człowieka, niejeden z nich mógłby przysiąc, że słyszy radosny chichot Wielkiego Rogatego Szczura dochodzący jego uszu zza Osnowy Rzeczywistości.

Szukaj

Ogłoszenia

Spotkania klubowe:

 

Wtorki, od godz. 19:00.

Soboty, od godz. 9:00.

Niedziele, od godz. 11:00.

 

(prosimy o upewnienie się, czy zajęcia w danym terminie nie zostały odwołane)

  

Pokazy i nauka gry:

 

[aktualnie brak zaplanowanych]

 

Warsztaty makietowe:

 

[aktualnie brak zaplanowanych]

 

***

Tu się spotykamy:

 

Staromiejski Dom Kultury w Warszawie,

Sala "Klubowa", I. piętro.

 

***

KLUBOWY KALENDARZ!

Pinterest!

Pinterest

DT na Facebooku

Kto online

Naszą witrynę przegląda teraz 40 gości 

Logowanie