Narracyjna kampania Mordheim w SDK (2014 r.) - historia #11

Gnash był wściekły. Znów stało się to samo. Szef Quissk mający się za Niezwykle Przebiegłego Stratega znów poprowadził ich prosto w pułapkę zastawioną przez ludziki!

Z obu stron na skaveńskich braci posypały się strzały i bełty. Jakiś tchórzliwy ludzik chowający się za ścianą z bali wypuścił strzałę, która trafiła Gnasha w łeb, na szczęście nie przebijając twardej, szczurzej czaszki. Uderzenie jednak było tak silne, że oszołomiło czarnoszczura. Z kładki po której biegł spadł prosto na kupę gruzu i połamanych desek. Impet kolejnego, twardego uderzenia w szczurzy łeb pozbawił go resztek świadomości. Obudził się dopiero w środku nocy. Wokół pachniało strachem i ekskrementami. Bracia znów przegrali bitwę.

-*-

Szef Quissk siedział na swoim leżu tak jak zawsze, rozwalony, z brzuchem na wierzchu i wysoko zadartym nosem. Pod nim piętrzyła się kupa szmat, kości, desek, kamieni i skór posklejanych brudem i ekskrementami, tworzących wraz z wieńczącym je starym krzesłem (wygrzebanym gdzieś w ruinach) coś w rodzaju podwyższonego tronu. Spod skąpej przepaski z dziurawej szmaty częściowo wystawały imponujące jak na skavena genitalia. Dwie grube samice, najwyraźniej oczekujące kolejnego miotu leżały tuż obok. Zdawały się spać, ale pod półprzymkniętymi powiekami dało się dostrzec nikły, czerwony poblask. Były czujne, gotowe skoczyć do gardła każdemu, kto ośmieliłby się choćby warknąć na ich Pana.

Wokół panował typowy nieład, widać było, że niedawno skończyła się uczta. Pies zabity w ostatniej walce był wyjątkowo duży. Wszędzie walały się obgryzione kości, słodkawy zapach krwi wypełniał podziemna jamę. Tu i tam klanbracia kopulowali po kątach z samicami. Szef Quissk wiedział, że to jedyny sposób na odwrócenie ich uwagi od ostatniej klęski na Powierzchni. Gdyby nie kolejna partia młodych szczurzyc, dar od Tajemniczego Przybysza, szef Quissk z pewnością musiałby stawić czoła otwartemu buntowi. Oczywiście wiedział doskonale, kto pierwszy chciałby przegryźć mu gardło. Przeklęty Gnash... Wydaje mu się, że sam może być Szefem. Trzeba będzie pokazać mu jego miejsce...

-*-

Kiedy Gnash wszedł do jamy Szefa, piski i odgłosy dobiegające z kątów ucichły, tu i tam dało się słyszeć szepty i lubieżne powarkiwania. Gnash był obiektem uwagi większości samic, zarówno z racji mocnej budowy, praktycznie czarnego umaszczenia jak i z powodu ostatnich wydarzeń. Był oczywistym pretendentem do zajęcia miejsca Quisska, który był już stary i ponosił ostatnio same porażki. Konfrontacja była tylko kwestią czasu.

Gnash szedł prosto w stronę Szefa, trzymając nos wysoko, o wiele za wysoko. Gdyby nie fakt, że Quissk siedział na swoim podwyższeniu, nos Gnasha z pewnością znajdowałby się wyżej niż nos Szefa. Postawa czarnoszczura była wyzywająca, ogon poruszał się gwałtownymi, wężowymi skokami. Gnash zatrzymał się blisko krawędzi stosu, na którym siedział Quissk. Za blisko.

Quissk nie miał wyboru. Musiał potraktować zachowanie rywala jako zniewagę. Ryknął głośno i doskoczył do Gnasha. Ich nosy niemal się zetknęły. Gnash jednak ani drgnął.

I gdyby nie nagła eksplozja, z pewnością jeden z nich już za chwilę stałby się karmą dla reszty. Zielony błysk na krótką chwilę rozświetlił całą jamę, docierajac w najgłębsze zakamarki. Rozległ się głuchy łoskot, powietrze wypełniły elektryzujące iskry a tuż pod nogami Quisska i Gnasha klepisko dosłownie wybuchło, odrzucając ich pod przeciwległe ściany. Gnash uderzył o ścianę grzebietem z taką siłą, że odebrało mu oddech na dłuższą chwilę.
Quissk przeturlał się przez kilku skavenów, przewracając ich po drodze. Któryś z braci wrzasnął z bólu, kiedy wyrzucony w powietrze ostry kawałek kości wbił mu się prosto w nozdrze. Jednak po chwili znów zapadła cisza. Całkowita cisza.

Postać, która pojawiła się nie wiadomo skąd na środku jamy wzbudzała przerażenie. Była okazałego wzrostu i postury. Zdawała się roztaczać wokół mglisty mrok, uniemożliwiający dostrzeżenie szczegółów. Falujący płaszcz trudnego do określenia koloru okrywał całą postać, głowę zasłaniał głęboki kaptur. Pomarszczona i żylasta łapa uzbrojona w imponujące szpony trzymała kostur zwieńczony czarnym, wciąż jeszcze pulsującym zielonkawym blaskiem kamieniem. Kostur zdobiły barwione krwią strzępy materiału i pożółkłe ze starości ludzkie czaszki.

Szept, który wydobył się spod kaptura jawił się braciom jako głos samego Boga Szczura. Był cichy, a zarazem donośny. Spokojny, a zarazem przerażający. Szczurze gardła ścisnął strach i wszyscy, nie wyłączając Szefa Quisska i bohaterskiego Gnasha poczuli strumień moczu wypływający bez udziału woli z ich rozdygotanych wnętrzności.

"Parszywi nieudacznicy! Głos naszego Pana dotarł do Miasta Na Bagnach! Jak długo jeszcze będziecie go drażnić swoją obrzydliwą łagodnością? Jak długo jeszcze będziecie występować przeciw jego woli? Czyż nie posłał was tu, abyście gryźli gardła wrogów i gromadzili magiczny kamień do budowy Nowego Dzwonu? Nasz Wielki i Wspaniały Pan, Wielki Rogaty Szczur, Niech Jego Ogon Owinie Cały Świat, wysłał was, pożałowania godny pomiot na ważną misję, a wy, zamiast ją wypełniać, zamiast gryźć, palić i gwałcić przeciwne naturze ludziki na powierzchni, sami sobie skaczecie do gardeł? Gniew Naszego Pana jest niepowstrzymany! Nieudacznicy! Parszywi nędznicy! Koniec z tym!"

Głos przemawiającego ścichł nieco, nie stając się ani trochę mniej strasznym.

"Odtąd ja będę wydawał rozkazy. A wy... " - przerażający kostur zatoczył koło, wskazując Quisska, Gnasha i resztę braci - "... wy będziecie je wypełniać. Nieposłuszeństwo będzie odtąd karane wyłącznie jedzeniem brzucha! O tak-tak, po trzykroć tak!!!"

Zapadła grobowa cisza. Jedzenie brzucha było najstraszniejszą karą, jaką mógł sobie wyobrazić skaven. Przywiązany do pala i powoli pożerany żywcem przez pobratymców skazaniec umierał bardzo długo i w niewyobrażalnych męczarniach.

Tajemniczy Przybysz wspiął się na podwyższenie, które jeszcze przed chwilą zajmował Szef Quissk. Kiedy rozsiadł się na krześle i zdjął kaptur, wszystko stało się jasne.

Do Miasta Przeklętych przybył Szary Prorok.

Szukaj

Ogłoszenia

Spotkania klubowe:

 

Wtorki, od godz. 19:00.

Soboty, od godz. 9:00.

Niedziele, od godz. 11:00.

 

(prosimy o upewnienie się, czy zajęcia w danym terminie nie zostały odwołane)

  

Pokazy i nauka gry:

 

[aktualnie brak zaplanowanych]

 

Warsztaty makietowe:

 

[aktualnie brak zaplanowanych]

 

***

Tu się spotykamy:

 

Staromiejski Dom Kultury w Warszawie,

Sala "Klubowa", I. piętro.

 

***

KLUBOWY KALENDARZ!

Pinterest!

Pinterest

DT na Facebooku

Kto online

Naszą witrynę przegląda teraz 34 gości 

Logowanie