Do organizacji turnieju w stolicy przymierzaliśmy się od dłuższego już czasu. Dzięki wspólnemu wysiłkowi stałych bywalców SDK-u udało się nam przeprowadzić bardzo udany turniej, obfitujący w zaskakujące wyniki na stołach oraz przeróżne zabawne sytuacje i teksty około turniejowe. Suma summarum z szesnastu zdeklarowanych uczestników stawiło się nas na Starym Mieście dziesięciu. Niby z frekwencją nie było szału, ale dzięki temu raz, że właściwie nie było dwóch takich samych band (za wyjątkiem skavenów), a dwa że na stołach było naprawdę gęsto jeśli chodzi o makiety. Suto zastawione blaty sprawiły, ze rozgrywki przypominały trochę kołchozową grę z przyjaciółmi i dzięki temu m.in. rywalizacja przebiegała w bardzo sympatycznej i familijnej atmosferze.
Mało tego okazało się, że turniej wypadł równo w rocznicę gdy pięć lat temu jeszcze za czasów prosperity forum na Nowej Gildii skrzyknęliśmy się na pierwsze zapoznawcze piwko coby skonsolidować środowisko warszawskich i okolicznych graczy! Przedziwny zbieg okoliczności pokazujący, że Mordheim w stolicy ma się naprawdę dobrze, a gracze starają się wspierać system i "scenę" na każdym kroku. Chciałbym wam wszystkim podziękować za te pięć lat i przybić wirtualną oraz przysłowiową "piątkę" :) .
Po tych paru słowach wstępu zapraszam wszystkich do zapoznania się z moją relacją, z punktu widzenia dowódcy najemników z Miasta Białego Wilka.